logo samorzad

mapa stronykontaktniepelnosprawni

podkarpackie-logo

uchw sejmik2
 
uchw zarzad2
 
rcl-rzdowe-centrum-legislacyjne-160x80a
 
zam-publ

sprawy do

WYDANIE AKTUALNE PPS

pps mini 1 2017

ARCHIWALNE PRZEGLĄDY

przeglad-sterta-160

Punkt Informacyjny Funduszy Europejskich

 

Program Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020

 

Program Operacyjny Rybactwo i Morze

Od tysięcy lat na tym wzgórzu osiedlały się ludy różnych cywilizacji. W XXI w. na naszych oczach powstała kolejna osada - skansen archeologiczny o nazwie Podkarpacka Troja. Powstała, byśmy mogli zobaczyć, jak żyli nasi przodkowie.

Pierwsze prace wykopaliskowe na wzgórzu w Trzcinicy k. Jasła przeprowadzono tu jeszcze przed I wojną światową, ale dopiero badania ostatnich 20 lat pokazały unikalną wartość znaleziska.

Karpacka Troja
Odkryto najstarsze w Polsce, silnie ufortyfikowane osady z początków epoki brązu ludności grupy pleszowskiej kultury mierzanowickiej, pierwszą po północnej stronie Karpat obronną osadę zakarpackiej ludności kultury Otomani-Füzesabony.

Znajduje się tu także monumentalne grodzisko wczesnośredniowieczne, najstarszy gród słowiański i najlepiej do dziś zachowany obiekt obronny z tego okresu w Małopolsce. Archeolodzy znaleźli tu ok. 160 tysięcy różnych zabytków, w większości dotąd nieznanych w Polsce, często unikalnych w skali europejskiej.

Odkrycia te w zupełnie nowym świetle stawiają początki epoki brązu w tej części Europy, a także zmieniają wiele poglądów dotyczących wczesnego średniowiecza - zgodnie podkreślają naukowcy.

Atrakcja prawdziwie europejska
Karol Myśliwiec, światowej sławy polski archeolog zachwyca się pomysłem udostępnienia zabytkowego obiektu zwiedzającym.
- Aranżacja, jaką urządzili tu archeolodzy i władze Jasła, jest wydarzeniem muzeologicznym w skali europejskiej - podkreśla. - Przypomina mi marzenia mojego mistrza, profesora Kazimierza Michałowskiego, o podobnej aranżacji odkrytych przez polskich archeologów budowli starożytnych w centrum Aleksandrii. Marzenie to zrealizowali dopiero jego uczniowie. Jeżeli nie będziemy skąpić środków na promocję - która jest piętą achillesową Polaków - Karpacka Troja może się stać atrakcją międzynarodową, przyciągającą turystów.
Profesor dodaje, że malownicze wzgórze wymaga jeszcze aranżacji. Trzeba zbudować mosty na dwu rzekach otaczających Gądki, poprowadzić między nimi drogę i stworzyć atrakcyjną infrastrukturę. - Wtedy byłaby to inwestycja w stylu prawdziwie europejskim - podkreśla.
Kościółek z Trzcinicy - gotycki, drewniany kościół z XV wieku. Zachowała się w nim XVI-wieczna polichromia oraz większość wiekowego wyposażenia. Niektórzy historycy sądzą, że kościół w Trzcinicy istniał już w czasach Królowej Jadwigi.

Z pasji zrodził się skansen
Odkrycia odkryciami, ale pewnie nie byłoby o nich tak głośno, gdyby nie pasja i marzenia badacza grodziska, archeologa Jana Gancarskiego, dyrektora Muzeum Podkarpackiego w Krośnie.

- Jestem bardzo zadowolony - mówi. - To, w co wiele osób nie wierzyło, stało się faktem. Mogę im śmiało powiedzieć: gdybyście wiarę mieli, to byście góry przenosić mogli.
Trzy tygodnie przed wielkim otwarciem ruszyła internetowa rejestracja na wieczorne widowisko plenerowe "Dwa oblicza:” Skończyła się po kilku minutach, w jednej chwili na podanej stronie internetowej było ponad 25 tys. wejść. Limit został przekroczony i serwer odmówił współpracy.
- Nie liczyłem na to, że będzie aż tak duże zainteresowanie i cieszę się ogromnie, bo to dowodzi, że była potrzeba, aby taki obiekt powstał, a po drugie został dobrze sprzedany marketingowo. Mam nadzieję, że będzie tak samo dobrze odbierany także nieco później - podkreśla Gancarski.

Zderzenie cywilizacji z prehistorią
Zwiedzanie zaczynamy od pawilonu wystawienniczego. Mrok panujący w sali przełamuje światło zapalone przy pierwszej ekspozycji. To koniec epoki kamienia i początki brązu. Pojawiają się sceny z życia ludności sprzed 4 tys. lat. - To oni przybyli tu jako pierwsi i założyli pierwszą w Polsce osadę obronną - wyjaśnia Gancarski.

Miejsce idealnie nadawało się do osiedlenia, spalili więc rosnący w tym miejscu las, wybudowali silnie ufortyfikowane osiedle bronione stromizną stoków i wybudowanym w pocie czoła szerokim na 2,5 m wałem ziemnym. Jego ściany zabezpieczono drewnem i palisadą.

Idziemy po dróżce z otoczaków rzecznych. Podglądamy sceny z życia wzięte: uprawę roli, hodowlę zwierząt, wyrabianie kamiennych, krzemiennych i brązowych narzędzi, czy też ówczesną produkcję ceramiki.

Rozbudowali grodzisko
W miejscu, gdzie stoimy, światło gaśnie, ale kolejna ekspozycja już jest podświetlona. Ok. 1650 lat przed Chrystusem przybyła tu ludność zakarpacka. Prowadzili handel dalekosiężny między morzami Bałtyckim a Śródziemnym. Rozbudowali obwarowania, wybudowali drogę, a po pożarze grodzisko przebudowano i powiększono.

300 lat później osada uległa całkowitej zagładzie. Pokazuje to kolejna ekspozycja. Idziemy dalej. Widzimy las, który na długo przykrył to, co zostało po grodzisku. Aż do VIII wieku n.e., bo wtedy pojawili się tu Słowianie.
Zachwyceni wzgórzem, na bazie widocznych jeszcze reliktów obwałowań z epoki brązu, wybudowali tu wielki gród słowiański. Prawie 3,5 ha powierzchni otoczonej pasmami wałów obronnych, które jeszcze dziś mają gdzieniegdzie 10 m wysokości i 20 m szerokości u podstawy.
Na koniec specjalna ekspozycja: oryginalne zabytki odkryte w tym wyjątkowym miejscu. Na telebimach oglądamy piętnastominutowy film pokazujący historię grodu.
Przewodnik prowadzi nas dalej. Mijamy multimedialną salę lekcyjną wraz z zapleczem do prowadzenia warsztatów i "Salkę Małego Odkrywcy”, bo w skansenie pomyślano też o najmłodszych.

- Kontakt z rekonstrukcjami zabytków sprzed ponad 3,5 tys. lat z pewnością przemówi do dzieci bardziej zrozumiałym językiem niż oglądanie ich przez szkło gablot - mówi Dawid Iwaniec, kierownik skansenu. - Będą mogły wziąć do ręki repliki dawnych przedmiotów, własnoręcznie wykonać proste ich rekonstrukcje, a także poznawać przeszłość poprzez interaktywne zajęcia i filmy edukacyjne.

Od chaty do chaty
W parku edukacyjnym zwiedzamy dwie zrekonstruowane wioski, pierwsza z początków epoki brązu. Zaglądamy pod strzechy chat. Każda jest inna, ale w każdej czuje się ducha tamtej epoki.

W środku widzimy rekonstrukcje pieców i palenisk, popiół, niedopalone kawałki drewna, gliniane naczynia, prymitywne meble, barłogi, a w wąskim oknie tarmoszona wiatrem skóra wyprawiona na pergamin służąca za okiennice.
Nad paleniskami rozwieszone skóry, które miały za zadanie "łapanie” iskier. Wszystko to potęguje niezwykły klimat tego miejsca, chwilami wręcz ma się wrażenie, jakby mieszkańcy jeszcze przed chwilą tu byli.
W wiosce słowiańskiej z IX wieku chatki są dużo mniejsze. Dlaczego? - Bo plemię Słowian w stosunku do zakarpackiej ludności kultury Otomani-Füzesabony żyło na dużo niższym poziomie - wyjaśnia Magdalena Ślawska, pracownik muzeum.
Ściany o konstrukcji na zrąb, dachy kryte strzechą albo trzciną. Drewniane zawiasy w drzwiach charakterystycznie skrzypią. Dziwne uczucie, wiemy przecież, że to tylko rekonstrukcje chat, ale duch starożytnej epoki gdzieś w nich krąży.
Oczarowani i mądrzejsi o wiedzę przekazaną nam przez przewodnika idziemy "zdobyć” grodzisko. Mijamy rekonstrukcję wczesnośredniowiecznej bramy, tuż za nią witają nas strzeliste wały.
Teraz, skryci za ostro zakończonymi drewnianymi palisadami, czujemy się jak średniowieczni rycerze. Kierując się do wyjścia zaglądamy pod strzechy wiosek z różnych epok.

Skansen pod wodą
Rok temu w czerwcu skansen dotknęła powódź. Woda wdarła się do budynku, niektóre chatki zalane były po dach. Woda wypłukała glinę, na szczęście konstrukcje zostały. W pawilonie wystawienniczym woda sięgała powyżej metra. Pracownicy ratowali co mogli.

- To było traumatyczne przeżycie, każdy zapamięta ten widok na całe życie - wspomina Ślawska. - Trzeba było zrzucić odświętne już niemal stroje, bo mieliśmy miesiąc do otwarcia, założyć gumowce i zabrać się za sprzątanie.
Planowane na lipiec ub. roku otwarcie zostało odwołane. Podkarpacka Troja musiała zostać zrekonstruowana. Koszt robót, ponad 4 miliony złotych, pokryło MSWiA. I wreszcie znów wszystko gotowe.

Wciąż szukają
Tymczasem badań nie przerwano. Archeolodzy nie znaleźli jeszcze cmentarzyska, a przecież skoro żyli tu ludzie, to musi gdzieś tu być.
- Badania będą kontynuowane, bo cmentarzysko to prawdziwa kopalnia wiedzy - podkreśla Ślawska.
Na tym nie kończą się jednak plany Gancarskiego. Już niedługo w najwyższym punkcie terenu stanie 34 metrowa platforma widokowa. Jak na dłoni zobaczymy położone w dolinie Jasło, Pogórze Strzyżowskie i przełom Wisłoka pod Frysztakiem, aż po Beskid Niski, a nawet Tatry.