logo samorzad

mapa stronykontaktniepelnosprawni

podkarpackie-logo

Jedna dyrekcja i administracja, wspólne laboratorium, kuchnia i pralnia. To tylko część planu połączenia dwóch rzeszowskich szpitali: największego na Podkarpaciu Wojewódzkiego nr 2 i Specjalistycznego Zespołu Gruźlicy i Chorób Płuc.

Zgodnie z zaleceniem samorządu województwa, który jest właścicielem obu placówek trwają już szczegółowe analizy finansowe. A pracownicy - głównie dużo mniejszego szpitala płucnego który ma stać się częścią rzeszowskiej dwójki - drżą o swoje miejsca pracy. Nie pierwszy zresztą raz.

Specjalistyczny Zespół Gruźlicy i Chorób Płuc w trzech oddziałach oraz przyszpitalnej przychodni zatrudnia ponad 250 osób. Jest małą ale wysokospecjalistyczną placówką z jedynymi na Podkarpaciu oddziałami chirurgii klatki piersiowej i leczenia gruźlicy. Ale choć leczy pacjentów z całego województwa ma problemy finansowe. Połączenie ma być sposobem na oszczędności. Także dyrekcje obu placówek dokładnie liczą ewentualne zyski i straty. I nie chodzi tylko o bilans ekonomiczny. Także dyrektor rzeszowskiej dwójki, którego częścią miałby stać się szpital płucny przyznaje że trzeba przeanalizować wszystkie za i przeciw. Ale mimo zapewnień, że nic nie jest przesądzone - atmosfera jest nerwowa. Tym bardziej że to nie pierwsza dla pracowników szpitala płucnego przymiarka do połączenia z inną placówką. I choć urząd marszałkowski zapewnia że nikt z personelu medycznego nie straci pracy, to nie wiadomo co z prawie 60 pracownikami administracji. I tego najbardziej obawiają się związkowcy tym bardziej że do tej pory nikt z nimi o tym nie rozmawiał.

Fakty są jednak takie że szpital stale powiększa swoją stratę. I tylko tzw. zobowiązania wymagalne czyli te których termin spłaty już minął przekroczyły 3 miliony złotych.